W zasadzie kilka dni temu minął rok, odkąd jestem szczęśliwą posiadaczką aparatu Instax Mini 40. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się on zwykłą zabawką, ma kilka zalet, o których dziś chciałabym Wam wspomnieć. I przekonać Was, by zwrócić uwagę na ten sprzęt.

Instax Mini 40 – jak to działa?

Opisywany Instax to aparat natychmiastowy. Znaczy to tyle, że „drukuje” on zdjęcie zaraz po jego zrobieniu. W zasadzie na początku otrzymujemy całkiem biały prostokąt, który po kilku minutach reakcji chemicznych, ukazuje nam nasze fotograficzne dzieło. Tu nie ma modułu edycji. Raz zrobionego zdjęcia nie da się poprawić inaczej, niż robiąc kolejne zdjęcie. Ale trzeba mieć się na uwadze, bo nie jest to najtańsza zabawa.

Instax Mini 40

Fotografowanie polega na tym, że do aparatu instalujemy wkład z 10 „pustymi” zdjęciami, które później „wywoływane” są od razu przez aparat. Dokładnie na tej samej zasadzie działa Polaroid. Nie ma ekranu z podglądem, nie da się „cofnąć” zdjęcia. Wszystko kadrujemy patrząc w wizjer z tyłu lub malutkie lustereczko z przodu.

Nie ma tu żadnych skomplikowanych ustawień fotograficznych. Nie możemy wybrać przesłony, czasu naświetlania ani ISO. Tylko kadr. Do tego automatyczna lampa błyskowa. Nie każdy fotograf uzna ten sprzęt za aparat godnny uwagi, ale niemal każda nastolatka uzna to za niezłą zabawę.

Instax Mini 40 – wkłady

Firma Instax posiada w swoim „portfolio” kilka aparatów natychmiastowych, a Instax Mini 40 jest obecnie chyba najbardziej podstawowym modelem. Ale nie najtańszym. Co ciekawe, jego tańszą alternatywą jest Instax Mini 12, który działa dokładnie na tej samej zasadzie, a różni je jedynie wygląd. Mini 12 jest bardziej cukierkowy, dostępny w kilku kolorach. Natomiast Mini 40 nawiązuje swoim wyglądem do „klasyki”, więc nawet starsze osoby mogą nie czuć żenady mając go przy sobie 😉

Jednak jeśli chcemy robić zdjęcia tym Instaxem, potrzebujemy również odpowiednich wkładów. Jeden taki pakiet składa się z 10 zdjęć, które jednorazowo możemy włożyć do aparatu. Gdy je zainstalujemy, nie można ich wyjmować aż do końca „kasety”.

Zrobione zdjęcie „składa się” nie tylko z naszej fotografii, ale również ramki. Możemy kupić ramki białe, czarne bądź różnokolorowe. Moim zdecydowanym faworytem są te w kolorze czarnym, gdyż często dobrze kontrastują ze zdjęciem. Kolorowe również nadają mu przyjemny vibe. Białe zazwyczaj są najtańsze i sprawdzą się przy każdej okazji.

Wydrukowane zdjęcie ma wymiary 46 x 62 mm, natomiast cała odbitka 54 x 86 mm. Łatwo możemy wywnioskować, że te zdjęcia są dużo mniejsze niż standardowo wywoływane w punktach foto. Ale dzięki temu możemy bez problemu nosić taką pamiątkę w portfelu. Ewentualnie możemy sobie sprawić odpowiedni album na nasze zdjęcia.

Cena wkładów waha się między ok. 45 do ok. 55 zł. Po przeliczeniu daje nam to ok. 5 zł za jedno zdjęcie.

Specyfikacja

Instax Mini 40 zasilany jest na 2 baterie paluszki AA. To znaczy, że nie musimy się martwić rozładowanym akumulatorem w „środku sesji”. Po prostu wymieniamy baterie i działamy dalej. Oczywiście, może się zdarzyć, że nie będziemy mieć przy sobie zapasowych baterii ani żadnego miejsca w pobliżu, gdzie można będzie je kupić. Ale i tak jesteśmy w lepszej sytuacji, niż profesjonalny fotograf w podobnej sytuacji.

Cechy:

  • Waga: 330 g (bez baterii)
  • Wymiary: 121mm x 65 mm x 104 mm (szerokość/wysokość/głębokość)
  • Efektywny zakres błysku: 0.3 do 2.7 m
  • Ogniskowa obiektywu: 60 mm
  • Czas otwarcia migawki: 1/2 – 1/250 (trzeba pamiętać, że aparat dobiera nastawy automatycznie w zależności od pomiaru światła)

W zestawie z aparatem otrzymujemy którki pasek na nadgarstek, ale polecam zakupić sobie dodatkowy pokrowiec z długim paskiem. Dzieki temu możemy nosić aparat „jak torebkę” i mamy wówczas wolne ręce. Zamówiłam taki futerał zaraz po zakupie i jestem z niego bardzo zadowolona. Zdecydowanie ułatwia użytkowanie Instaxa.

Aczkolwiek nawet bez futerału Mini 40 prezentuje się bardzo dobrze. Wykonany jest z plastiku imitującego skórę. Do tego posiada wstawki w kolorze srebrnym. Wszystko to ma nadać mu trochę… powagi?

Po co w ogóle kupować taki aparat?

Tutaj trochę rozwinę myśl z tytułu tego wpisu. Gdyż na pierwszy rzut oka, Instax Mini 40 wygląda jak zabawka dla małolatów. Noo… może ten design sugeruje, że również nieco starsi mogą korzystać z niego bez cienia żenady. Ale nie o wygląd tu chodzi, a o funkcjonalność.

Jak wiele rzeczy w moim życiu – ten zakup był dość spontaniczny. Wszystko działo się w październiku rok temu, gdy czytałam książkę Sztuka tworzenia wspomnień Meil Wiking (moją opinię na jej temat znajdziecie tutaj). Jeden z rozdziałów tej książki poświęcony jest obrazom/zdjęciom. Jest to jeden ze sposobów kolekcjonowania wspomnień.

OK, powiecie, że przecież każdy teraz ma aparat w telefonie, więc po co kolejny gadżet do zdjęć. Otóż po to, żeby zacząć myśleć, jakie zdjęcia się robi. Te robione w aparacie można poprawiać i kilkadziesiąt razy. Potem nosimy je „w kieszeni”… i rzadko do nich wracamy. Jeśli w ogóle.

Natomiast ja – kupując ten aparat i robiąc nim zdjęcia – chciałam wrócić do czasów, kiedy były one autentyczną pamiątką. Dlatego teraz zawsze staram się go zabierać na jakieś ważne dla mnie wydarzenia. Bardzo żałuję, że nie miałam go już wtedy w Atenach, ale to nic straconego. Będę go miała ze sobą następym razem 😉

Instaxa Mini 40 używam, gdy faktycznie zależy mi na zdjęciu. Gdy chcę uwiecznić coś dla mnie istotnego. Nawet taką „głupotkę” jak mojego kota. Ale takie zdjęcie jest dla mnie prawdziwą fizyczną pamiątką. Dlatego właśnie, gdybym miała stwierdzić, czy taki aparat ma sens, to powiedziałabym, że ma. Tylko trzeba korzystać z niego z odpowiednim nastawieniem.

Jeśli jesteście ciekawi jak używa się aparatu Instax Mini 40, zapraszam na mój film z unboxingu:

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *